RSS Paraprawo

Homo homini lupus est

Archiwum

Polecane strony


Art. 32 Konstytucji RP. Article 32


1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
All persons shall be equal before the law. All persons shall have the right to equal treatment by public authorities.

2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
No one shall be discriminated against in political, social or economic life for any reason whatsoever.

Art. 45 Konstytucji RP. Article 45


1. Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.
Everyone shall have the right to a fair and public hearing of his case, without undue delay, before a competent, impartial and independent court.

Art. 54 Konstytucji RP. Article 54


1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
The freedom to express opinions, to acquire and to disseminate information shall be ensured to everyone.

Art. 77 Konstytucji RP. Article 77


1. Każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.
Everyone shall have the right to compensation for any harm done to him by any action of an organ of public authority contrary to law.

2. Ustawa nie może nikomu zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw.
Statutes shall not bar the recourse by any person to the courts in pursuit of claims alleging infringement of freedoms or rights.

Podróż pierwsza – Czechosłowacja’72


Felietony o podróżach rozpocznę od mojej pierwszej, zagranicznej podróży z roku 1972 w czechosłowackie wówczas Tatry

Równo 20 lat później wyjechałem do sanatorium w Luhacovicach na czechosłowackich jeszcze Morawach a ponieważ okres sanatoryjny szczęśliwie objął także Sylwestra – już z Czechosłowacji nie wróciłem.

Bal bez granic

Noworoczny toast wraz z wybiciem północy 1992/1993, oznaczał bowiem ostateczny rozpad Federacji Czecho – Słowacji na odrębne państwa Czechów i Słowaków.

Wieczorem rodacy, rano obcokrajowcy

Rozsądkowi i może łagodnemu usposobieniu naszych braci Słowian zawdzięczamy brak wypędzeń, masowych mordów, wojny religijnej i zamieszek etnicznych w jakiejkolwiek postaci – przeciwnie do kraju bardziej południowych Słowian, którzy rozpad swojej Federacji okupili zniszczeniem tego, co latami wspólnie budowali, inwazją sił NATO i chyba milionem ofiar bratobójczych walk.

Tu od teraz Pilsner był tylko czeski a Tatry tylko słowackie.

Wyłącznie czeską stała się Praha a wyłącznie słowacką Bratyslava.

Bratnie telewizje przemówiły własnymi językami a śpiewom, tańcom i okrzykom na sali balowej nie było końca, aż gdy słońce już dobrze świeciło, przyszła Vezejna Bezpecnost (czechosłowacka jeszcze Milicja Obywatelska) w sile kilkunastu chłopa i to całe rozbawione towarzystwo polsko – słowacko – morawsko – czeskie rozgoniła do hoteli.

Wszak byliśmy na leczeniu w sanatorium ….

Ale wracajmy do hal.

Żeby się na nie dostać od czechosłowackiej strony należało:

– ukończyć 18 lat i posiadać dowód osobisty – albo

– ukończyć lat 16, posiadać tymczasowy dowód osobisty, notarialną zgodę rodziców i specjalną przepustkę turystyczną

– posiadać tzw. książeczkę walutową i limit na wymianę złotówek na korony (ówczesny kurs 1,83 zł za 1 Kcs)

– mieć wymienione choć trochę forsy tj. ok. 600 Kcs

– być ogolonym i dokładnie podobnym do faceta ze zdjęcia dowodowego (nadmierny zarost lub zbyt długie włosy różniące Twoje lico od gęby ze zdjęcia, mogły skutkować i najczęściej skutkowały przymusowym strzyżeniem i goleniem przed szlabanem granicznym na Łysej Polanie – nazwa Polany bez związku z powyższym).

– mieć dobre, nieporwane buty, schludną odzież i uzasadniony ekwipunek turystyczny

– nie mieć za dużo elektrotechniki (nie odważyłem się jeszcze na słowo „elektroniki”)

– ani zamiaru nadmiernego picia alkoholu (kto by tam miał taki zamiar, przecież znakomite lokalne piwko było aż po 0,85 Kcs/pół litra a nalewane nawet za 0,60 Kcs.

W tym, czy w innym miejscu – to bez znaczenia – trzeba w końcu przyznać, że ze mną przeważnie w życiu ludzie mieli kłopoty (i nadal mają), gdyż miałem i mam nadal takie zgubne hobby, żeby ze swoimi pomysłami i potrzebami wyprzedzać epokę. Zwykle po kilku latach wszystko dzieje się tak jak to przewidziałem i tego chciałem – ale moje zbyt wczesne chciejstwo zawsze kosztowało wiele wysiłku mnie i moje otoczenie.

Nie inaczej było i tym razem. Pęd do wiedzy i brak cierpliwości w dorastaniu i spokojnym konsumowaniu życia, spowodował że będąc w drugiej klasie liceum (felieton „Początki”) otrzymałem pocztą dokument zapewniający mnie o przyjęciu na studia uniwersyteckie bez egzaminów wstępnych. Pozostał mi tylko wybór mojej Alma Mater.

Postanowiłem ten sukces uczcić wypadem za najbliższą i w zasadzie jedyną „uchyloną” granicę, gdzie można było wyjechać bez szczególnych ceregieli – jak opisałem wyżej.

No i teraz się zaczęło..

Miałem niespełna 17 lat, dowód osobisty zaledwie tymczasowy – czerwony, żadnej książeczki walutowej, nawet takiej rodzicielskiej, zielono w głowie, tylko trochę forsy z korepetycji i kompletny brak obycia międzynarodowego.

Pomógł mi wówczas w podróży starszy kolega z olimpiad chemicznych Wojtek, a we wcześniejszych przygotowaniach do niej pracownik urzędu celnego w Radomiu i sędzia notariusz.

Twardej ręce” nauczycieli kochanowszczaka (VI LO), zawdzięczałem to, że potrafiłem już wówczas nieźle mówić po rosyjsku, gorzej trochę po angielsku i niemiecku.

Wkrótce wiedziałem też jak korzystać z matczynej książeczki walutowej, jak sporządzić notarialną zgodę rodziców na wyjazd nieletniego syna na wakacje, jak załatwić specjalną przepustkę do strefy ruchu turystycznego i gdzie kupić porządne i unikalne wówczas taternickie buty na vibramie „Zawraty” (dokumenty w katalogu „Podróże”).

Wymieniłem Bilety Narodowego Banku Polskiego, które były wówczas w Polsce „prawnym środkiem płatniczym” na korunki i hajda…

Muszę niektórym młodszym internautom wyjaśnić, co to takiego była ta „książeczka walutowa”. Otóż, jak wspomniałem wyżej, w Polsce lat siedemdziesiątych nie funkcjonowały pieniądze. Zakup wszelkich dóbr i usług odbywał się niejako w barterze, czyli wymiennie. Taka wymiana z firmami zagranicznymi odbywała się za pomocą tzw. rubli transferowych (1 USD = 0,60 Rubla) a wewnątrz kraju za pomocą „biletów Narodowego Banku Polskiego”.

bony towarowe

Były one udoskonaloną formą talonów towarowych, gdyż nie zachodziła potrzeba ich krojenia, cięcia, obrywania lub fizycznej wymiany na przykład talon na papierosy na talon na cukier lub talon na kawałek mięsa na talon na czekoladę dla dziecka albo talon na buty na talon na kawę.

Sprzedawałeś, bracie, swoją pracę i za to po oddaniu tych biletów – talonów dostawałeś prawo do zapytania o jakieś dobra, ewentualnie do zapisania się na ich dostawę za kilka lat.

Na przykład: pralka za pół roku, mieszkanie za lat piętnaście, Fiat 126p za sześć lat albo wcześniej gdy wylosujesz go za dopłatą itp., itd.

ksiazeczka walutowa

Otóż „książeczka walutowa” rejestrowała Twoje wszystkie wydatki owych biletów NBP na zakup obcych walut, które można było otrzymać niemal wyłącznie w kasach NBP. Taki zakup był ściśle limitowany ponieważ uważano, że organizowane zbiorowe wyjazdy w szczególności do krajów demokracji ludowej (KDL), gwarantowały turystom miażdżącą większość świadczeń i dysponowanie walutami tych krajów było dla polskich turystów zbędne.

talon paliwowy

Takie stanowisko władz wymusiło niejako na turystach polskich niezwykłą wprost pomysłowość a i niespotykaną wiedzę z zakresu handlu zagranicznego, bijącą na głowę rozeznanie ówczesnych Central Handlu Zagranicznego skupiających przecież dobrze płatnych specjalistów tej branży.

To wyprzedzenie w znajomości potrzeb społeczeństw poszczególnych KDL i dalsze ułatwienia wyjazdów obywateli PRL do tych krajów (wystarczył poniższy wpis w dowodzie osobistym), stworzyło szereg handlowych fortun, nie chroniąc jednak wielu przed pierwszymi bankructwami konsumenckimi – zwłaszcza w wypadku kradzieży lub konfiskaty ich walizek i toreb z „towarem”.

wkładka dowodowa

Nie można nie zauważyć przodującej roli, w tak swoiście pojętym wspólnym rynku wschodnioeuropejskim, naszych aktorów i piosenkarzy, sportowców, trenerów, dziesiątków działaczy każdego niemal szczebla, aktywistów młodzieżowych i tych trochę już zużytych i tysięcy tym podobnych postaci.

Należy jednak uczciwie przyznać, że władza rozluźniła nieco rygory wyjazdowe i „z przymrużeniem oka” patrzyła na masową niemal turystykę handlową.

I nawet „buda” na bazarze „Różyckiego” czy rembertowskich „ciuchach” nie hańbiła a raczej nobilitowała cinkciarzy, przemytników i rozmaitych rzezimieszków nadając im status dostojnych posiadaczy zagranicznych aut, domów i daczy.

I proszę też pomyśleć, co robiłby porucznik Borewicz (07 zgłoś się), gdyby nie ta nowa grupa społeczna?

Ta „turystyka” stała się nie tylko stylem życia ale przede wszystkim sposobem niemal powszechnym na „dorobienie” sobie do pensji, na ubranie się w bardziej wykwintny ciuch niż ma sąsiadka, na powieszenie bardziej ekskluzywnego breloczka w małym nadal fiacie, czy z bardziej szlachetnych zdobyczy – dostarczenie choremu na oczy japońskiej maści hamującej zaćmę (do kupienia na Węgrzech lub w Słowenii) albo pasty do zębów Slovakofarmy skutecznie zapobiegającej paradontozie.

Później, po roku 1976, gdy zająłem się pilotowaniem grup turystycznych zdobyłem wiedzę niezwykłą i tajemną. Potrafiłem na przykład przewidzieć, co będą przewozić na Węgry łodzianie, by wrócić z kilkuset markami niemieckimi (ale zachodnimi – kupione za forinty były tańsze o ok. 30% niż w PRL) 

a co białostocczanie albo gdańszczanie do NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna), by zaopatrzyć nasze dzieci i młodzież w obuwie Salamandry (jakbyśmy ne mieli swojego “Radoskóru” d. Baty).

Bywało, dla zmyłki, że mieszkańcy konkretnych miast, o których służby celne wiedziały już wszystko, wykupywali wycieczki w innych miastach o innym zwyczajowo asortymencie towarów i innej trasie wycieczki.

Pojechałem więc i ja w te Tatry (bilet kolejowy kupiłem na szczęście na nazajutrz) i złaziłem je niemiłosiernie – taki mnie ich głód dopadł a i afekt okrutny. Tak je umiłowałem, że wracać nie chciałem (patrz dokumenty „Podróże” GOT “).

Uprzedzę w tym miejscu zarzuty czytelników, że miało być o górach a jest o PRL. O górach to już wcześniej pięknie pisał Tetmajer, komponował Karłowicz i w Tatrach zginął, malował je Gerson, o miłości góralki Halki opowiadał swoją operą Moniuszko a motywy góralskiej muzyki adaptował dla współczesnych Szymanowski.

Nie wydaje mi się, żebym mógł cokolwiek do tych arcydzieł dodać, wybaczcie.

A z moich spotkań z góralami, pustych po podróży kieszeni i tęsknocie za równym terenem i prostymi drogami, początek wzięła pieśń biesiadna:

„Ceper na góry spoziera

i łzy rękawem ociera,

że góry opuścić trzeba,

pracować dalej dla chleba”.

   Pierwszy “góral” PRLu – rok 1947

Polecam także uwadze felietony


Komentarzy: 5 »

  1. Autor: Małgorzata

    22 November 2012 @ 14:36

    Wspaniały wspis. Przyjmnie tak cofać się do minionych lat, ja mam wiele miłych wspomnień związanych z Czechosłowacją.

  2. Autor: Szymon

    15 January 2013 @ 23:24

    Przypomniałem sobie jak w liceum – może to był rok 1997-98 – przekraczaliśmy wycieczka szkolną przejście na Łysej Polanie i jeden z kolegów-opiekunów (student starszy od nas) miał gesty zarost – musiał się ogolić 🙂

  3. Autor: SiteUser

    22 January 2013 @ 12:13

    Czechosłowację znam, owszem.. z opowiedzi moich rodziców 🙂 Pozdrawiam, świetny post!
    SiteUser ostatnio opublikował..Przepływomierze w maszynach rozlewniczychMy Profile

  4. Autor: https://twitter.com/benchcraft

    14 September 2014 @ 15:34

    I leave a leave a response each time I especially
    enjoy a post on a site or if I have something to contribute to the discussion. Usually
    it’s triggered by the sincerness displayed in the article I looked
    at. And on this article Podróż pierwsza – Czechosłowacja
    https://twitter.com/benchcraft ostatnio opublikował..https://twitter.com/benchcraftMy Profile

  5. Autor: https://delicious.com/mightybeach2584

    24 September 2014 @ 17:23

    Wow, that’s what I was seeking for, what a data! existing
    here at this weblog, thanks admin of this website.
    https://delicious.com/mightybeach2584 ostatnio opublikował..https://delicious.com/mightybeach2584My Profile

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu · Adres TrackBack

Zostaw komentarz

CommentLuv badge
 

Najnowsze komentarze

Kategorie dokumentów

Galerie foto

Mój wiek XX

Licznik odwiedzin

255398
Total Hits : 635042
Who's Online : 1
plugins by Bali Web Design

Ślubowanie sędziów:

The oath taken by polish judges:
As the common court judge I do solemnly swear to serve faithfully the Republic of Poland, uphold the law, conscientiously perform the duties of a judge, administer justice according to the law, impartially and according to my conscience, I swear to keep the State and official secrets and to behave according to the principles of dignity and integrity”.

The person making the oath may add at the end:

„So help me God.”



"Ślubuję uroczyście jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy państwowej i służbowej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości."

Składający ślubowanie może dodać na końcu zwrot:

"Tak mi dopomóż Bóg."

Google