RSS Paraprawo

Homo homini lupus est

Archiwum

Polecane strony


Art. 32 Konstytucji RP. Article 32


1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
All persons shall be equal before the law. All persons shall have the right to equal treatment by public authorities.

2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
No one shall be discriminated against in political, social or economic life for any reason whatsoever.

Art. 45 Konstytucji RP. Article 45


1. Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.
Everyone shall have the right to a fair and public hearing of his case, without undue delay, before a competent, impartial and independent court.

Art. 54 Konstytucji RP. Article 54


1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
The freedom to express opinions, to acquire and to disseminate information shall be ensured to everyone.

Art. 77 Konstytucji RP. Article 77


1. Każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej.
Everyone shall have the right to compensation for any harm done to him by any action of an organ of public authority contrary to law.

2. Ustawa nie może nikomu zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw.
Statutes shall not bar the recourse by any person to the courts in pursuit of claims alleging infringement of freedoms or rights.

Moja prawa noga


Albo Homo Sapiens albo człowiek rozumny. Utożsamianie tych różnojęzycznych nazw nie zawsze jest uzasadnione. Bywa, że „sapiens” dla niektórych człekokształtnych znaczy po prostu sapanie…..W dniu 18.05.2012 pokazała Telewizja reportaż o chłopcu, który z powodu złamanej ręki został na całe życie inwalidą – w wyniku dokonanego mu skutecznie, zakażenia tkankowego tkanki mięsnej i kości w szpitalu w Zgorzelcu.

Należy zauważyć, że zakażenie tego typu nie powstaje samo i żeby go dokonać, lekarze musieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności zakażania.

Kwestia staranności ich pracy pozostaje bezdyskusyjna w odniesieniu do ich zatrudnienia przez NFZ w pionie służby zdrowia a ich kwalifikacje medyczne zadeklarowane przysięgą lekarską powinny być zweryfikowane nie tylko przez samego Hipokratesa.

Żeby nie zostać posądzonym w zamianę mojej strony w blog, opiszę tu swoją własną historię kontaktów z medycyną konwencjonalną i powiatową zarazem.

Otóż w dniu 03.07.2006 roku jechałem sobie – raczej swobodnie – samochodem Citroen Jumpy w okolicach Ostródy i całkiem niespodzianie stała się wymagana moja obecność w szpitalu Ostródzie – mieście skądinąd pięknym a i atrakcyjnym widokowo.

Niestety, służba zdrowia w tym powiatowym ale prywatnym szpitalu, niczym szczególnym nie wyróżniała się od tej, z którą miałem do czynienia w Republice Gambii, choć jednak tam za wpłacone 20$ można było liczyć na rzeczywistą pomoc. W Ostródzie zaś nawet po wpłaceniu łącznie ponad 2000 PLN, czyli ponad 700$, opatrunek na zmiażdżonej i sinej od krwiaków nodze nie okazał się na tyle tani aby ta opłata mogła pokryć jego wartość.

W efekcie, leżący opodal mnie (jak we fieście), nastoletni chłopak, jeżdżący zawodowo kartingami a mający tu siniak wielkości starej 5 złotówki i schowek w ściennej szafce (z dziwnymi towarami, o które starali się odwiedzający chłopaka koledzy), spotykał doktora Wiśniewskiego stale, natomiast ja, posiadający złamanie ręki z ubytkiem oraz zmiażdżone mięśni prawej nogi – musiałem wpłacać po 50 PLN posługaczowi, który mi pomagał przy wszystkim, gdyż nawet zawodowe pielęgniarki zajęte innymi ważnymi sprawami nie miały dla mnie czasu albo nie było ich w ogóle.

Owe damy zjawiały się (może z przyzwyczajenia) owszem ale w nocy i to za 180 PLN (na szczęście nie za godzinę ale za parę godzin). Inaczej mogłeś bracie, wołać i wołać aż do usranej śmierci….

Reasumując, rękę mi „złapano” krzywymi z zamierzenia drutami, które miały ułatwić zrośnięcie kości.

Zgodnie z poleceniem lekarskim, trwałem w przekonaniu, że jestem szczęśliwy opuszczając szpital w Ostródzie. Zaniepokojenie moje budziła tylko utrzymująca się bardzo wysoka temperatura.

Wkrótce okazało się, że to tylko gnije mi noga, której zmiażdżenie pozostawało niezauważone od sześciu dni przez absolwentów wyższej szkoły lekarskiej – obojętnej przecież z nazwy i miasta usytuowania.

Gnije, to gnije bo gnić ma i tyle – jak by powiedzieli bohaterowie Samych Swoich.

Gdy zatem po powrocie do domu moja temperatura, mierzona wieczorem, sięgnęła 40 stopni Celsjusza, zdecydowałem się poszukiwać lekarza chirurga poprzez Internet.

Szczęście (Pan Bóg) chciało, abym nogi nie stracił i uzyskałem kontakt z Panią Doktor HB, ortopedą MON, która za stosunkowo (wśród celebrytów) niewielką opłatą zdecydowała się mi pomóc.

Teraz proszę przybrać powagę należną sytuacji, gdyż opisane czynności mogą wydawać się scenariuszem do kabaretu lub oscarowego filmu komediowego – ale są reportażem z wydarzeń będących Tischnerowską prawdą.

Ok. godz. 22.00 przybyła Pani Doktor. Po rozpoznaniu sytuacji stwierdziła, że potrzebuje „więcej światła !!” (a kto nie potrzebuje ?!).

Natychmiast zjawiła się szwagierka z zajebistą latarką ładowaną prądem. To było COŚ!. Teraz potrzebny był już tylko stół operacyjny. Okazało się, że świetne do tego celu są wolne miejsca na „psiej kanapie” przykryte rozciętymi workami na śmieci. Żadnych bakterii, żadnych wirusów tylko jedna 62 kg rottweilerka,

romantyczny półmrok i …wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że Pani Doktor (chirurg i TRAUMATOLOG) przyjechała bez środków znieczulających.

Ze względu na godzinę (22.00) mogłaby to przecież być nawet „Żubrówka” ale nieeee. To nie wojna.

Po zabiegu, moja sąsiadka, zaraz jak tylko obudziła się z głębokiego omdlenia, wylała całą wielką michę granatowych …… do sedesu i znowu zemdlała.

Ja – nie. Choćbym nawet i chciał zemdleć – się nie dało. Dziura w nodze 15×20 cm ziejąca świeżym i apetycznym mięskiem – nie dał, nie dała, nie dała…..

Potem kilkadziesiąt miesięcy zmian opatrunków i jeszcze trzy poprawki bo martwica nie odpuszczała.

Podczas jednej z takich „poprawek”, leżąc już na normalnym, choć skrzypiącym z mojej nadwagi tzw. stole operacyjnym, wpadło mi w ręce czasopismo o światach równoległych.

Pomyślałem wówczas: dobrze mu tak, temu Równoległemu Michałowi, ale po chwili zastanowienia zdecydowałem inaczej: nie, raczej Mu współczuję, że z powodu mojej nieuwagi a głupoty dr Wiśniewskiego z Ostródy, On też musi cierpieć ze mną..…

Po pół roku, w renomowanej klinice, w której Telewizja kręci serial „Klan”, podjęto próbę wyjęcia z mojej ręki owych, wspomnianych na początku, zakrzywionych programowo drutów.

Doktor wołał: „eskalator” i walił fest młotkiem w mój obojczyk a potem: „niech pani ciągnie druta pacjentowi” – tyle słyszałem. Potem dostałem na pamiątkę owe zakrzywione druty z „nierżewki”, których do dziś używam do szaszłyków dla specjalnych gości.

Ręka uległa znowu złamaniu przy wyciąganiu drutów i musiałem kolejne 5 tygodni spędzić w szpitalu w Otwocku – ale to inna, ale nie mniej ciekawa historia….

Noga po sześciu latach wygoiła się, i nie amputowano jej – mimo wysiłków niektórych lekarzy a dzięki wojskowej reakcji Pani Doktor, z którą po dziś dzień utrzymuję kontakt i darzę Ją rzeczywista wdzięcznością.

Niepoślednią rolę w jej wygojeniu z całą pewnością miały moje ukochane kudłate suki, owczarki niemieckie, które przez co najmniej dwa lata codziennie mi ją lizały z wielkim oddaniem i wiarą w powodzenie….

Jestem pewien, że moje modlitwy i rozmaite maści od Pani Doktor HB z MON miały również swój wielki wkład w to, że dziś nadal mam obydwie nogi w miarę sprawne i jako były piłkarz mogę takich patałachów, jakich opisałem wcześniej, porządnie kopnąć w dupę….

Pod poniższym linkiem http://paraprawo.pl/zdjecia-z-wypadku/ znajdują się zdjęcia nogi. Aby zobaczyć zdjęcia wpisz hasło  „wypadek”

Polecam także uwadze felietony


komentarzy 6 »

  1. Autor: Marta

    20 maja 2012 @ 15:20

    „Ło Matko!” Ta historia jest niesamowita…można się pokusić o stworzenie na jej bazie scenariusza filmowego…tylko pewnie mocno by on nadszarpnął budowany sumiennie PR personelu medycznego z niejakiej Leśnej Góry…

  2. Autor: Ewa

    1 czerwca 2012 @ 13:24

    To wszystko prawda to ja trzymałam lampę przez parę godzin, czułam się jak na froncie, ale dałam rade i sama siebie nazwalam Siostra BASEN. Każde doświadczenie jest bardzo ważne.

  3. Autor: Wanda

    13 czerwca 2012 @ 16:42

    Historia z życia wzięta. Lekarze są bezsilni wobec pacjenta, jego choroby czy wypadku. Życzę pomyślności i wytrzymałości. Życie idzie naprzód, wiem, że bolączki próbują nas cofać. Ale się nie poddawajmy temu. Bywały różne sytuacje w czasie pobytów w szpitalu czy w ośrodku rehabilitacyjnym. Czasem humorystyczne, a czasem łzawe, ale też mam już to za sobą. Powtórzę za p. Ewą vel s. BASEN. Każde doświadczenie jest bardzo ważne. Tylko czy musimy zbierać te doświadczenia? Dlaczego? Bo służba zdrowia tak sobie życzy? Pozdrawiam serdecznie…Wanda

  4. Autor: Ola

    3 września 2012 @ 14:13

    TA PANI Z LATARKĄ W RĘKU TO CHYBA MOJA MAMA. GRATULACJE, GDYBY NIE TA LAMPA NO TO NIE WIEM….
    ALE HISTORIA, POŚMIAŁAM SIĘ CHOĆ PEWNIE NIE WYPADA BO TO SIĘ DZIAŁO NA PRAWDĘ

  5. Autor: Calvin Klein underwear women uk

    1 maja 2014 @ 13:39

    Heya i’m for the first time here. I came across this board and
    I find It truly useful & it helped me out a lot. I hope to give something back and help others like
    you aided me.
    Calvin Klein underwear women uk ostatnio opublikował..Calvin Klein underwear women ukMy Profile

  6. Autor: Darek fotograf z Krakowa

    30 maja 2014 @ 13:12

    Historia jakich niemało! Czasem nawet lekarzom jest trudno, bo przecież są ludźmi…

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu · Adres TrackBack

Zostaw komentarz

CommentLuv badge
 

Najnowsze komentarze

Kategorie dokumentów

Galerie foto

Blog Traffic

  • Stronę odwiedziło: 622804
  • Teraz na stronie: 5

Mój wiek XX

Ślubowanie sędziów:

The oath taken by polish judges:
As the common court judge I do solemnly swear to serve faithfully the Republic of Poland, uphold the law, conscientiously perform the duties of a judge, administer justice according to the law, impartially and according to my conscience, I swear to keep the State and official secrets and to behave according to the principles of dignity and integrity”.

The person making the oath may add at the end:

„So help me God.”



"Ślubuję uroczyście jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy państwowej i służbowej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości."

Składający ślubowanie może dodać na końcu zwrot:

"Tak mi dopomóż Bóg."

Google